Witamy.
Tu Marzena i Janusz. Jesteśmy w Pietrasancie. Już drugi raz. Pierwszy kilkugodzinny pobyt zrobił na nas tak duże wrażenie, że postanowiliśmy: ,,Wrócimy z całą Republiką Marzeń!Będziemy się tu uczyć. ‘’
Jak się tu żyje i uczy dzień po dniu, chcemy Wam napisać. Bowiem zanim zabierzemy się tu grupą, postanowiliśmy wypróbować wszystkiego na własnej skórze, a właściwie na skórze Marzeny. Proszę doceńcie więc nasze poświęcenie 🙂 i śledzicie naszą tygodniową przygodę.
Zapraszamy

Sobota, niedziela i poniedziałek. Punkty graniczne.

Opiszę trzy dni z rzędu, ponieważ działo się znacznie mniej. No przynajmniej jeśli chodzi o pracę. W sobotę każdy szanujący się Włoch nie pracuje. Chris u którego terminuje Marzena jest jednak wyjątkiem. Jest po prostu szanującym się Niemcem, więc robi odstępstwo i pozwala sobie na sobotnią robotę, ale nie dłużej niż do pierwszej po południu. Marzena więc żmudnie przenosi, przekuwa swoją rzeźbę z glinianego modelu w marmur. Tok bowiem to się dzieje , najpierw artysta tworzy szkic, potem model, by na końcu nadać mu ostateczną formę w kamieniu lub odlewie. Jak zapewnia sama terminatorka, dociera już do punktów granicznych . Najwyższych, krańcowych punktów w przestrzeni – ,,robisz to z wyczuciem by nie skaleczyć …nie przekroczyć i nie wejść w jej późniejszą odjetość’’. Pojawia się też nowe narzędzie. Dłuto z udarem. Trzeba się do niego przyzwyczaić, jest męczące i szybko eksploatuje nowego użytkownika. Nie wolno się naprężać i zbyt sztywno trzymać maszynę. Nie ma sensu z nią walczyć.

Epifanie na rynku w Pietrasancie. Revolution or muerte!

Przenieśmy się na rynek. Kiedy Marzena była w pracy snułem się tu i tam. Znowu byłem na rynku, wypić kawę i może coś napisać, jak zawsze zbierałem się długo. Nagle dźwięki, dzwonków lub Harfy, znana melodia ,,Song of silence’’ – dziwne, że tu , w tym miejscu o tej porze. Zanotowałem wtedy, słowa, których nie do końca rozumiałem: Coś w stylu…,, metafizyka iluzoryczne słońce, a w środku my’’. Zaraz potem dotarła wiadomość, że odszedł Florian Staniewski. Zawsze mam przeczucia? – przeczucia, że coś się właśnie zdarzyło, a może tylko dorabiam poniewczasie do siebie zdarzenia? Nie wiem jak to się dzieje. Żegnaj mistrzu, do zobaczenia na niebieskiej scenie.

Niedziela, ten sam rynek. Od południa pełno policji. Demonstrują włoscy komuniści. Dużo młodych ludzi, sporo też z pokolenia Czerwonych Brygad. Stoją na schodach katedry. Czerwone flagi z sierpem i młotem a nad nimi kościelna rozeta. Młoda piękna dziewczyna, ma akurat płomienne przemówienie. Ekspresja Fidela Castro, zasuwa jak karabin maszynowy. Flagi z Che Guevarą idą w górę i nagle… potężne głosy dzwonu, który wspominałem już w pierwszej części .

W tym huku, wszystko z komunistycznej ekspresji milknie, tryumf Watykanu! Rzymski Papa pogroził palcem trockistom, którzy nieruchomieją z zakłopotanym uśmiechem na twarzy. Trwa to koło minuty ,,zastyga krew na transparentach, ja znam Cię tylko że zdjęcia komendancie Che Guevara’’

Chcę wracać więc z rynku, lecz na środku uliczki stoi i patrzy na mnie. Nie ma przy nim właściciela… może urwał się ze smyczy?. Stoi tak sam i patrzy na mnie , ja na niego. Gryzie? no ale jak do diabła, przecież to żółw nie pies. Wystarczy? Wystarczy! Wracam na rynek i zamawiam następny kieliszek wina. Ciekawe czy jutro będę o tym pamiętał. Na wszelki wypadek robię zdjęcie.
W niedzielę cały czas padał ciepły deszcz. Chodziliśmy wieczorem po galeriach. Są małe i bardzo oryginalne. Zaglądaliśmy też w okna pracowni. Wszędzie właściciele chętnie rozmawiają. Dużo sztuki nowoczesnej mało dekoru i kolorowego kiczu. Tych bezpiecznych kotków i aniołków, tych pajacyków i arlekinów. Tej kołtunskiej zbrodni w stu procentach wypełniającej gdańskie galerie. Jestem estetycznym terrorystą! Baaderem i Meinhof dla powszechnego estetycznego koltuństwa. Będę podkładał bomby pod te galerie! Revolution or muerte!

Ps. Nie tylko ja miewam tu wizję z żółwiami, znalazłem pracownie gdzie facet rzeźbi takie seryjnie. Patrz foto.

Na dziś to wystarczy. O poniedziałku jeszcze napiszemy. Poznaliśmy Szymona, polskiego rzeźbiarza, przekazał nam dużo ciekawych informacji. Jesteśmy umówieni z nim na kolację, ma córkę i żonę, włoską lekarkę. We wtorek idziemy też na przedstawienie teatru tańca. Przyjechał z Rzymu, kupiliśmy ostatnie bilety.

Ps.2. Głowa, rzeźba Marzeny cały czas w żmudnej robocie. Ale, ale po drodze do sklepu też znaleźliśmy głowę i to jaką… Sam gigant Leonardo!

Zapisz się